Pod rozwagę autorom i wydawcom
sobota, 03-05-2008
Wymyślił i narysował: Adrian Tomine, opublikował The New Yorker 25 lutego 2008.

Wymyślił i narysował: Adrian Tomine, opublikował The New Yorker 25 lutego 2008.

Dlaczego reżyser Jonas Mekas milczy, gdy pyta się go o typowo litewską potrawę? Czy litewski Harry Potter w wieku 12 lat miał romans? Dlaczego litewską księgarnię można pomylić z galerią sztuki? O tym rozmawiać będę z moimi gośćmi w audycji „Wolny dostęp” w Radiu Kampus w najbliższą środę o 20:00. Zapraszam na 97,1 FM w Warszawie i okolicach lub na www.radiokampus.waw.pl na całym świecie.
Hipermarket. Po reklamie taniego kredytu powraca muzyka, tym razem zaskoczenie: Formacja Nieżywych Schabuff „Supermarket”. Zastanawiam się, czy osoba układająca plejlistę nie zwróciła uwagi na słowa, czy zakłada, że klienci są na tyle oszołomieni pasztetem drobiowym za 1,39, że nie zrozumieją sensu tych słów. Odpowiedź pojawia się przy mielonce regionalnej za 7,99. Para trzyma się za ręce, chłopak do dziewczyny: „E, słuchaj, piosenka o nas: o miłości w supermarketach, he, he”.
- Chciałbym odebrać polecony, tutaj jest awizo i mój dowód.
- Już szukam – pani w okienku ochoczo zabiera się do przeszukiwania listów w drewnianej skrzyneczce. Po dwóch minutach:
- Tutaj nie ma. Poszukam na zapleczu.
Po chwili z zaplecza wychyla się głowa pani i krzyczy:
- A to może być większa przesyłka?
- Może – odpowiadam zgodnie z prawdą, bo przecież może.
Po chwili:
- Panie, nie ma! A skąd ten list jest?
- Nie wiem, ja nie jestem jego nadawcą, tylko odbiorcą – odpowiadam ponownie zgodnie z prawdą.
- No ale czy może być z Urzędu Skarbowego? – nie daje za wygraną głowa pani.
- Może.
Kolejna minuta pełna napięcia. Głowa znów się pojawia.
- To nie z Urzędu Skarbowego. A może z dzielnicy?
- Może z dzielnicy – zgadzam się ulegle.
- No jak to?! To pan nie wie, kto do pana wysyła listy? – głowa oburza się już nie na żarty.
- Cóż, zawsze wydawało mi się, że każdy może wysłać do mnie list – stwierdzam niemal filozoficznie.
- Ale przecież się wie, kto wysyła listy! – głowa pani najwyraźniej nie dopuszcza elementu niepewności na naszym świecie. W ustach pracownika Poczty Polskiej brzmi to podwójnie komicznie. Wreszcie po kolejnych minutach głowa wynurza się z zaplecza z listem.
- Z Urzędu Miasta – rzuca triumfalnie.

Mam ulubioną księgarnię we Fryburgu, która – jak okazuje się po krótkiej ankiecie wśród znajomych – nie jest jedynie moją ulubioną księgarnią. Dlaczego jest ulubiona? Przez ostatnie cztery lata kupiłem w niej raptem siedem książek, a mimo to panie od razu mnie rozpoznają i doradzają przy zakupie. Wiedzą, że interesuję się przede wszystkim książkami niemieckich autorów o Polsce, więc od razu podsuwają mi stosowne tytuły, a nawet – jak zdarzyło się to wczoraj – wręczają gratisowe zszywki z fragmentami nowej książki. Tym razem tą nową książką jest „Viva Polonia” Steffena Möllera, znana w Polsce pod tytułem „Polska da się lubić”. Jej zapowiedź dostałem przy okazji zakupu paperbackowego wydania „Polski Tango” Adama Soboczynskiego, do lektury którego dzisiaj siadam. Pamiętam zapowiedź tej książki na targach w Lipsku trzy lata temu, wtedy również dostałem zszywkę z fragmentem książki, która od razu mnie zaintrygowała. Cóż, złożyło się tak, że przez kolejne trzy lata inne książki intrygowały mnie jeszcze bardziej. Dlatego dopiero teraz, w przededniu trzecich od wtedy targów w Lipsku, zagłębię się w podróż przez Niemcy i Polskę, opisaną z perspektywy niemieckiego publicysty pochodzącego z Polski.
Poza tym niedziela zapowiada się spokojnie, orkan już przeszedł.




Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście jest sens wytykać nieprawdę takim gazetom jak „Bild”, „The Sun” czy „Fakt”. Przecież i tak wszyscy wiemy, że prawda nie jest tam najważniejszym kryterium. Ale wiadomo też, że reklama wywołała poruszenie u wydawcy „Bilda”, bo prawnicy Springera podobno zastanawiają się już, czy nie wytoczyć procesu twórcom Bildblog.de.
