<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Piotrowicz.info - Paweł Adam Piotrowicz</title>
	<atom:link href="http://piotrowicz.info/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://piotrowicz.info</link>
	<description>Strona domowa Pawła Adama Piotrowicza</description>
	<lastBuildDate>Tue, 31 Aug 2010 01:19:44 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Amazon Kindle trzeciej generacji</title>
		<link>http://piotrowicz.info/?p=268</link>
		<comments>http://piotrowicz.info/?p=268#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Aug 2010 01:11:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Adam Piotrowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[amazon kindle]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrowicz.info/?p=268</guid>
		<description><![CDATA[W trzy dni po premierze dotarł do mnie Amazon Kindle trzeciej generacji w kolorze grafitowym.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>A więc już jest. W trzy dni po premierze dotarł do mnie Amazon Kindle trzeciej generacji w kolorze grafitowym. W prostym pudełku leży leciutkie i cieniutkie urządzenie, które na pierwszy rzut oka o lata świetlne wyprzedza inne czytniki e-booków, z których dotychczas korzystałem, takie jak Sony Reader PRS-505, iLiad, czy iRex DR1000.</p>
<p><img class="alignright" title="Kindle jeszcze w pudełku" src="http://piotrowicz.info/zdjecia/100831_kindle/kindle.jpg" border="1" alt="" width="225" /></p>
<p>Na ekranie powitalny obraz z informacjami o tym, jakie kroki podjąć przy pierwszym uruchomieniu: podłączyć do komputera i włączyć. E-booki kupuję bezpośrednio przez Kindle, bo urządzenie na (niemal) całym świecie jest stale online. Czytnik jest od razu spersonalizowany, w ciągu kilkudziesięciu sekund, bez żadnego rejestrowania się czy logowania, pobieram e-booki, które już wcześniej kupiłem na Amazonie. Oczywiście otwierają się na tej stronie, na której skończyłem je czytać na iPadzie.</p>
<p>A właśnie, iPad. W stosunku do Kindle’a wydaje się duży, gruby i ciężki. Nieporęczny. I jeszcze ten świecący ekran pełen odcisków moich paluchów. Za to Kindle jest lekki i wydaje się być solidny. Jak to ujął kolega z biura: „nie bałbym się go upuścić na podłogę”. Zatem do książek zdecydowanie Kindle. iPada wezmę do pociągu, jeśli będę chciał nie tyle czytać, co bawić się multimedialnie i surfować (o ile złapię zasięg).</p>
<p>Wracamy do Kindle. Włączyłem, zsynchronizowałem, przeczytałem kilka stron, zrobiłem notatki na klawiaturze (fizycznej, nie wirtualnej – duży plus!), wyłączyłem. Na ekranie wyświetliła mi się podobizna Marka Twaina. O, a następnym razem rycina z rybami. Drobnostki, ale cieszą.</p>
<p><img class="aligncenter" title="Mark Twain" src="http://piotrowicz.info/zdjecia/100831_kindle/twain.jpg" border="1" alt="" width="450" /></p>
<p>Trzeba przyznać: nawigacja trochę staroświecka, żadnego ekranu dotykowego, wszystko za pomocą strzałek i przycisków. Ale czytelnicy to (chyba) inteligentni ludzie, nie muszą mieć koniecznie uproszczonej, obrazkowej nawigacji à la Apple. Do wyboru osiem rozmiarów tekstu, w niektórych książkach mogę też zmieniać rodzaj czcionki i interlinię. Mogę zmniejszać i zwiększać marginesy oraz obracać obraz. Tym razem Amazon nie wyłączył funkcji text-to-speech, która działa nadspodziewanie dobrze (przykład czytanego fragmentu w wideo).</p>
<p>Tyle na początek. Po pierwszych godzinach zabawy z Kindle, jutro nareszcie siądę i zacznę z niego spokojnie czytać. Kolejny raport z użytkowania już wkrótce.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="450" height="361" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/moh5eFQDMc8?fs=1&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="450" height="361" src="http://www.youtube.com/v/moh5eFQDMc8?fs=1&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrowicz.info/?feed=rss2&amp;p=268</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Myśmy tu rzeczywiście trochę zgłupieli*</title>
		<link>http://piotrowicz.info/?p=262</link>
		<comments>http://piotrowicz.info/?p=262#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Aug 2010 10:02:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Adam Piotrowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Czarodziejska Góra]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>
		<category><![CDATA[Teologia Polityczna]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Mann]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrowicz.info/?p=262</guid>
		<description><![CDATA[Większości Polaków spodobałoby się w sanatorium Berghof.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie chcemy większych  zmian. Wszystko toczy się przecież dobrze utartym rytmem: dostajemy pięć  obfitych posiłków dziennie, wystawny obiad w niedzielę i koncert  orkiestry co drugi tydzień. Ostatnimi czasy zarząd sprezentował nam  nawet gramofon, teraz mamy zatem dostęp do kultury z wielkiego świata.</p>
<p>Nie  potrzeba nam dalekosiężnych wizji, od nich ważniejsze jest zdrowie;  tak, zdrowie jest najważniejsze. Zapobiegliwość też nie jest cechą  niezbędną, o wszystko troszczy się przecież zarząd i radca dworu. Oni  wiedzą, co jest dla nas dobre, co więcej, dbają nie tylko o nasze  zdrowie fizyczne, ale i psychiczne. Skutecznie eliminują rozdrażnienie i  wprowadzają między nami zgodę, która co prawda nieco nas ogłupia, ale  zapewnia święty spokój.</p>
<p>Gdyby pacjenci sanatorium Berghof mieli  potrzebę napisania manifestu, to tak mogłyby wyglądać do niego szkice.  Nigdy do stworzenia tekstu w takiej formie oczywiście by nie doszło, bo  nie ma miejsca na polityczne myślenie w grupie ludzi, gdzie podstawowym  tematem rozmów jest pogoda, zachowanie sąsiadów i skandaliki obyczajowe.  Trudno tę zbiorowość nazwać nawet społecznością, gdyż więzy łączące jej  członków są zadziwiająco nikłe i powierzchowne.</p>
<p>Nie wchodzi się  tutaj w głębsze kontakty, nawet zawiązywanie zwykłych znajomości jest  świadomie utrudniane przez lekarzy. Uczucia, które mogłyby zrodzić się  między kuracjuszami, rugowane są podejrzaną psychoanalizą. Aktywność  społeczna ma oczywiście prawo istnieć, o ile sprowadza się do wymiany  znaczków, robienia zdjęć, czy zbiorowego pałaszowania coraz to  wymyślniejszych rodzajów czekolady. Poważnych gazet się nie czyta,  donoszą one tylko złe wiadomości o problemach i sporach, które nie  powinny zaprzątać głowy nikomu liczącemu się ze zdrowiem.</p>
<p>Z  zaprogramowaną przez lekarzy łatwością zapomina się o tych, którzy  opuścili sanatorium żywi albo martwi. Śmierć osłaniana jest grubą  zasłoną milczenia, której pod żadnym pozorem zerwać nie wolno. Mówienie o  zmarłych wywołuje skandal, ponieważ zinternalizowane przez kuracjuszy  przepisy jasno określają, że pacjenci mają prawo być zachowani od  szokującego kontaktu z trupami. Ktokolwiek złamie to tabu, może  oczekiwać pełnego stanowczości protestu, włącznie z zarzutem grubiaństwa  i złego wychowania.</p>
<p>Większości Polaków spodobałoby się w  sanatorium Berghof. Nieuczestniczenie w politycznych dyskusjach  premiowane byłoby wygodnym leżakiem z dwoma kocami z sierści  wielbłądziej, a niezajmowanie się zwłokami i trumnami skutkowałoby  dodatkową porcją słodkiej leguminy na deser. Polacy wysłani do Davos  może mieliby nikłą świadomość faktu, że prawdziwe życie toczy się gdzie  indziej, ale nie czuliby potrzeby jej rozbudzania. W końcu przez  ostatnich parę lat usilnie byli przekonywani, że cały świat poza  Berghofem nękany jest kryzysami i zapaściami, a tylko na ich  wysokogórskiej, zielonej wyspie stabilności nie dzieje się nic złego.  Ba, mogą nawet w weekend rozłożyć grill, a ubrudzone od węgla ręce wymyć  w ciepłej wodzie. Przypadki nagłej śmierci pozostawia się natomiast  specjalistom, którzy za parawanem dyskretnie usuwają wszelkie jej  pozostałości.</p>
<p><strong>Tekst ukazał się w lipcu 2010 w portalu <a title="Teologia Polityczna" href="http://www.teologiapolityczna.pl/index.php?option=com_content&amp;task=view&amp;id=3053&amp;Itemid=113" target="_blank">www.teologiapolityczna.pl</a>.</strong></p>
<p>* Tytuł to refleksja Joachima Ziemssena, który leczył się w sanatorium Berghof w Davos. To jego odwiedził Hans Castorp, bohater powieści &#8222;<a title="&quot;Czarodziejska Góra&quot; na stronie wydawnictwa" href="http://www.muza.com.pl/?module=okladki&amp;id=41658" target="_blank">Czarodziejska Góra</a>&#8221; Thomasa Manna. Warte odnotowania jest też drugie zdanie tej wypowiedzi: &#8222;Ale nadejdzie czas, że przyjdziemy znowu do siebie&#8221;. Thomas Mann, Czarodziejska Góra, <a title="Strona wydawnictwa" href="http://www.muza.com.pl/" target="_blank">Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA</a>, Warszawa 2009, s. 73.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrowicz.info/?feed=rss2&amp;p=262</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na świat wolę patrzeć przez okulary</title>
		<link>http://piotrowicz.info/?p=252</link>
		<comments>http://piotrowicz.info/?p=252#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Jun 2009 22:07:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Adam Piotrowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podróże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrowicz.info/?p=252</guid>
		<description><![CDATA[W czasie poznawania nowego miasta na świat patrzę chętniej przez okulary niż przez obiektyw cyfrówki.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W Barcelonie zrobiłem trzy zdjęcia. <a href="http://www.facebook.com/home.php#/photo.php?pid=1814058&amp;id=500668757&amp;ref=mf" target="_blank">Palmy za oknem w biurze</a>, <a href="http://twitter.com/pawelpiotrowicz" target="_blank">panoramy miasta z Sagrada Familia</a> i schodków prowadzących przez slumsy położone dwie minuty piechotą od głównego szlaku turystów. Chce ktoś więcej zdjęć z Barcelony? Proszę bardzo: na Flickr w momencie, gdy piszę to zdanie, są <a title="Flickr Barcelona" href="http://www.flickr.com/search/?q=barcelona&amp;w=all&amp;s=int" target="_blank">dwa miliony czterysta dziewięćdziesiąt osiem tysięcy dziewięćset sześćdziesiąt trzy fotki z Barcelony</a>. Enjoy.</p>
<p>Obrazy wolę zapisywać w mojej pamięci, a nie na karcie SD. Chcę, żeby były przeze mnie przetwarzane, zamazywane, idealizowane. Zamiast otworzyć na komputerze folder z tysiącami preparatów zakonserwowanych w pikselach, wolę wyciągnąć z mojej zawodnej pamięci kilka zmanipulowanych wspomnień. A w czasie poznawania nowego miasta na świat patrzę chętniej przez okulary niż przez obiektyw cyfrówki.</p>
<p>Permalink: <a title="permalink" href="http://piotrowicz.info/?p=252" target="_blank">http://piotrowicz.info/?p=252</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrowicz.info/?feed=rss2&amp;p=252</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Naród zdradził swoją Bibliotekę</title>
		<link>http://piotrowicz.info/?p=245</link>
		<comments>http://piotrowicz.info/?p=245#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 May 2009 18:32:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Adam Piotrowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrowicz.info/?p=245</guid>
		<description><![CDATA[Skończyły się Międzynarodowe Targi Książki. Padł kolejny rekord frekwencji, odwiedzających było 15% więcej niż rok temu. To wszystko pomimo coraz mniejszej liczby wystawców, braku prawdziwych bestsellerów i kuriozalnego gościa honorowego, jakim była Rada Europy. Polacy chcą oglądać, kupować i czytać książki. Oczyma wyobraźni widzę, jak w tej chwili w Bibliotece Narodowej na pełnych obrotach pracuje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Skończyły się Międzynarodowe Targi Książki. <a title="Link do artykułu w &quot;Rzeczpospolitej&quot;" href="http://www.rp.pl/artykul/9131,310122_Rekordowa_frekwencja_na_Miedzynarodowych_Targach_Ksiazki.html" target="_blank">Padł kolejny rekord frekwencji</a>, odwiedzających było 15% więcej niż rok temu. To wszystko pomimo coraz mniejszej liczby wystawców, braku prawdziwych bestsellerów i kuriozalnego gościa honorowego, jakim była Rada Europy. Polacy chcą oglądać, kupować i czytać książki.</p>
<p>Oczyma wyobraźni widzę, jak w tej chwili w Bibliotece Narodowej na pełnych obrotach pracuje sztab kryzysowy, który obmyśla, jaki dramatyczny komunikat wysłać w świat, by ostudzić ten owczy pęd Polaków do lektury. Od lat wiadomo przecież, przynajmniej w Bibliotece Narodowej, że Polacy czytają coraz mniej. Wiadomo, bo <a title="Link do komunikatu BN" href="http://rynek-ksiazki.pl/szukaj/na-leb-na-szyje_19467.html" target="_blank">wykazują to wyniki badań ankietowych</a>, których wykonanie zatroskana Biblioteka zleca, by móc się zatroskać jeszcze bardziej. Ale lamentującej Biblioteki nikt nie słucha, najwyżej marni dziennikarze, którym łatwiej zrobić newsa na podstawie alarmującej informacji prasowej niż rzetelnie zbadać temat. Najpierw cios Bibliotece Narodowej <a title="Link do przykładowego tekstu Łukasza Gołębiewskiego" href="http://rynek-ksiazki.pl/szukaj/bzdura_19466.html" target="_blank">zadali eksperci</a>, którzy ocenili, że rynek, owszem, rozwija się. Potem odezwali się wydawcy, którzy <a title="Link do stosownego tekstu w &quot;Rzepie@" href="http://www.rp.pl/artykul/19417,308423_Ksiazki_odporne_na_kryzys_.html" target="_blank">ogłosili, że w 2008 roku znów sprzedali więcej i drożej</a> niż rok wcześniej. A teraz jeszcze naród zdradził swą Narodową Bibliotekę i przyszedł na targi. Obejrzał książki, kupił ich sporo, a zapewne je jeszcze przeczyta.</p>
<p><a title="permalink" href="http://piotrowicz.info/?p=245" target="_self">http://piotrowicz.info/?p=245</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrowicz.info/?feed=rss2&amp;p=245</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Piękny wybór</title>
		<link>http://piotrowicz.info/?p=243</link>
		<comments>http://piotrowicz.info/?p=243#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 May 2009 22:28:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Adam Piotrowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fryburg]]></category>
		<category><![CDATA[Życie codzienne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrowicz.info/?p=243</guid>
		<description><![CDATA[Gdy ze skrzynki wyjąłem kopertę z przesyłką od miasta, od razu założyłem, że wszczęto przeciwko mnie postępowanie karne w związku z trzydniowym opóźnieniem w zapłacie za wywóz śmieci. Otwarcie koperty ujawniło, że jednak nie będę ścigany za to ciężkie przestępstwo. Miasto zawiadamia mnie o prawie do głosowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego i rady miasta. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gdy ze skrzynki wyjąłem kopertę z przesyłką od miasta, od razu założyłem, że wszczęto przeciwko mnie postępowanie karne w związku z trzydniowym opóźnieniem w zapłacie za wywóz śmieci. Otwarcie koperty ujawniło, że jednak nie będę ścigany za to ciężkie przestępstwo. Miasto zawiadamia mnie o prawie do głosowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego i rady miasta. To oczywiście wygodne, że w wyborach europejskich mogę wziąć udział w Niemczech, ale czuję również spory dyskomfort, że te wszystkie toporne plakaty wyborcze od dzisiejszego niefortunnego otwarcia koperty skierowane są również do mnie. Wybrać mogę pomiędzy „Nami w Europie” i „Niemcami w Europie” z jednej strony, a „Socjalną Europą”, „Pensją minimalną” i nieokreślonym, zielonym „WUMSem” z drugiej. Piękny wybór: socjalizm albo pani Steinbach.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrowicz.info/?feed=rss2&amp;p=243</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Koniec karnawału</title>
		<link>http://piotrowicz.info/?p=240</link>
		<comments>http://piotrowicz.info/?p=240#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Feb 2009 05:42:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Adam Piotrowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Radio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrowicz.info/?p=240</guid>
		<description><![CDATA[Od kilku miesięcy z rosnącym niepokojem słuchałem Trójki. Zastanawiałem się, kiedy skończy się karnawał. Obawiałem się, że dynamiczny wzrost słuchalności, świetna oferta programowa i krytyczne podejście do rządzących nie mogą ujść Skowrońskiemu płazem. Rzeczywiście. Karnawał skończył się pierwszego dnia Wielkiego Postu. Wielka szkoda.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od kilku miesięcy z rosnącym niepokojem słuchałem <a title="Trójka" href="http://polskieradio.pl/trojka/" target="_blank">Trójki</a>. Zastanawiałem się, kiedy skończy się karnawał. Obawiałem się, że dynamiczny wzrost słuchalności, świetna oferta programowa i krytyczne podejście do rządzących nie mogą ujść Skowrońskiemu płazem. Rzeczywiście. Karnawał skończył się pierwszego dnia Wielkiego Postu. Wielka szkoda.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrowicz.info/?feed=rss2&amp;p=240</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy jedzie z nami maszynista?</title>
		<link>http://piotrowicz.info/?p=221</link>
		<comments>http://piotrowicz.info/?p=221#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Feb 2009 12:17:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Adam Piotrowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Życie codzienne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrowicz.info/?p=221</guid>
		<description><![CDATA[Przyznaję się bez bicia: bestseller „Senk ju vor träwelling” wydawnictwa, w którym pracuję, uważałem zawsze za grubą przesadę. Książka jest zbiorem anegdotycznych opowieści o tym, co może przytrafić się beztroskiemu klientowi Deutsche Bahn, który pełen zaufania do solidności niemieckiego przewoźnika wsiada do pociągu. Pomimo że nieobce są mi godzinne opóźnienia niemieckich pociągów, wysadzanie pasażerów w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przyznaję się bez bicia: bestseller „<a title="Senk ju vor traewelling" href="http://www.herder.de/suche/details?k_tnr=29809" target="_blank">Senk ju vor träwelling</a>” wydawnictwa, w którym pracuję, uważałem zawsze za grubą przesadę. Książka jest zbiorem anegdotycznych opowieści o tym, co może przytrafić się beztroskiemu klientowi Deutsche Bahn, który pełen zaufania do solidności niemieckiego przewoźnika wsiada do pociągu. Pomimo że nieobce są mi godzinne opóźnienia niemieckich pociągów, wysadzanie pasażerów w szczerym polu z poleceniem czekania na pociąg, który za dwie godziny tamtędy przejedzie, a także pędzący na złamanie karku przez korytarze sprzedawcy precli, których zatrzymać można jedynie wyskakując przed ich wózek (śpieszą się, bo muszą wysiąść na następnej stacji), a więc pomimo tego wszystkiego książkę uważałem – jak zaznaczyłem na początku – za przesadę. Do czasu. Jadę dzisiaj do Monachium. Siedzę w ICE z Berlina (do Stuttgartu mój pociąg z Fryburga dojechał z dwudziestominutowym opóźnieniem, dlatego spóźniłem się na IC, do którego miałem wsiąść w Stuttgarcie; następnym pociągiem w kierunku Monachium był właśnie ów ICE z Berlina). Na stację Augsburg Hbf zajeżdżamy z kilkuminutowym opóźnieniem. Drzwi się otwierają. Stoimy. Drzwi wciąż otwarte. Stoimy. Nagle zgłasza się głos z pociągowych głośników: „Uwaga, ważne pytanie: czy na pokładzie pociągu znajduje się maszynista z licencją 401? Powtarzam, czy na pokładzie znajduje się maszynista z licencją 401?” Chwila ciszy, a potem chóralny wybuch śmiechu, już nie w głośniczkach, ale na pokładzie. Zaczęły się spekulacje: otruli maszynistę. Wpadł pod pociąg. Zastrajkował. Znudziło mu się. Podłe przypuszczenia uciął głos z głośniczków, który zaanonsował: „Chciałbym wyjaśnić sytuację. Musimy poczekać z odjazdem, ponieważ maszynista, który miał dalej kierować pociągiem, jeszcze nie dojechał. Maszynista, na którego czekamy, prowadzi opóźniony pociąg jadący w kierunku Stuttgartu. Musimy teraz poczekać na pociąg i maszynistę, który dalej poprowadzi ten pociąg”. Niektórzy pasażerowi śmiali się dalej, inni przeklinali pod nosem przedłużające się opóźnienie (ciekawe dlaczego, przecież jest weekend? <img src='http://piotrowicz.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  ). Nareszcie na tor kilka peronów dalej wtoczył się biały pociąg, a głos z głośniczka radośnie ogłosił: „Właśnie wjechał pociąg, na który czekaliśmy, jadący nim maszynista za chwilę przejdzie do naszego pociągu i ruszymy dalej”. Nie uwierzę, aż nie poczuję. Na razie wciąż stoimy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrowicz.info/?feed=rss2&amp;p=221</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kryzys tu i tam</title>
		<link>http://piotrowicz.info/?p=218</link>
		<comments>http://piotrowicz.info/?p=218#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Jan 2009 15:56:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Adam Piotrowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Berlin]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Życie codzienne]]></category>
		<category><![CDATA[Polen]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[reklama]]></category>
		<category><![CDATA[überrascht]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrowicz.info/?p=218</guid>
		<description><![CDATA[Kryzys widać na dworcu berlińskim. Ale nie w Polsce.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na dworcu głównym w Berlinie widać, który kraj został dotknięty przez kryzys, a który nie (bądź który umie racjonalnie zachować się w sytuacji kryzysowej). Wielka wisząca powierzchnia reklamowa od strony południowej, zajmowana zazwyczaj przez reklamy niemieckich koncernów samochodowych, jest pusta. Analogiczna powierzchnia po stronie północnej przeciwnie – wykupiona. Przez Polskę.</p>
<p><img class="aligncenter" title="Reklama na dworcu głównym w Berlinie" src="http://piotrowicz.info/zdjecia/090106_kryzys/polen_ueberrascht.jpg" border="1" alt="" width="450" height="338" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrowicz.info/?feed=rss2&amp;p=218</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rachuba książek</title>
		<link>http://piotrowicz.info/?p=211</link>
		<comments>http://piotrowicz.info/?p=211#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Jan 2009 16:01:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Adam Piotrowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[Wydawnictwa]]></category>
		<category><![CDATA[biblioteka]]></category>
		<category><![CDATA[daniel]]></category>
		<category><![CDATA[kehlmann]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[rachuba świata]]></category>
		<category><![CDATA[vermessung der welt]]></category>
		<category><![CDATA[w.a.b.]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrowicz.info/?p=211</guid>
		<description><![CDATA[Warto porządkować swoje książki, nawet jeśli wydaje się, że są doskonale uporządkowane.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" title="Okładka Die Vermessung der Welt" src="http://www.piotrowicz.info/zdjecia/090101_vermessung/daniel_kehlmann_vermessung_der_welt.jpg"  border="1" alt="" width="100" height="163" />Warto porządkować swoje książki, nawet jeśli wydaje się, że są doskonale uporządkowane. (Moje nie są, ale czasem może się tak wydawać). Dzisiaj zdecydowałem się na piątą z kolei, radykalną zmianę ustawienia książek w moim warszawskim mieszkaniu, wynikającą ze zwiększenia powierzchni regałów. Wyjmując książki natrafiłem na „Die Vermessung der Welt” Daniela Kehlmanna. „Hmm, skąd ja ją mam” – podumałem przez chwilę i doszedłem do wniosku, że dostałem ją od Niny Klein. Odłożyłem tom na kupkę z beletrystyką, chwyciłem następną książkę („Brokat w oku”, chyba niewartą specjalnego wspominania, choć z autorem przeprowadziłem kiedyś miłą rozmowę dla Radia Kampus), by w następnej kolejności wziąć wolumin o tytule „Rachuba świata”. Popatrzyłem ze zdziwieniem na książkę, bo z niczym jej nie kojarzyłem i nie miałem pojęcia, skąd znalazła się w moim domu. Przejrzałem kilka stron, stwierdziłem, że to beletrystyka, i odłożyłem na stosowne tymczasowe miejsce na stole.<img class="alignright" title="Okładka Rachuba świata" src="http://www.piotrowicz.info/zdjecia/090101_vermessung/daniel_kehlmann_rachuba_swiata.jpg" border="1" alt="" width="100" height="147" /> Już miałem chwycić kolejną książkę, gdy coś zaczęło mi świtać. Rachuba świata, hmm, Vermessung der Welt, hmm, tam na okładce Daniel Kehlmann, tu… też. Acha, a więc mam tę samą książkę i po niemiecku, i po polsku. A nie przeczytałem jej w żadnym wydaniu. Natychmiast przypomniałem sobie żale Beaty Stasińskiej, redaktor naczelnej W.A.B., że nawet najlepszej niemieckiej literatury w Polsce nikt nie chce czytać. Cóż, najwyraźniej i w odniesieniu do mnie jest w tym wyrzucie element prawdy. Zwłaszcza że polskie wydanie „Rachuby świata” dostałem najpewniej od działu promocji W.A.B. No to już wiem, co czytam dzisiaj wieczorem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrowicz.info/?feed=rss2&amp;p=211</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kocham polskie urzędy</title>
		<link>http://piotrowicz.info/?p=191</link>
		<comments>http://piotrowicz.info/?p=191#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Dec 2008 17:20:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Adam Piotrowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[Życie codzienne]]></category>
		<category><![CDATA[biurokracja]]></category>
		<category><![CDATA[działalność]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarcza]]></category>
		<category><![CDATA[urzędy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piotrowicz.info/?p=191</guid>
		<description><![CDATA[Moje doświadczenie z prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce jest następujące: urzędy pomagają, prywatny biznes przeszkadza.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" title="Sala obsługi mieszkańców (c) Urząd Dzielnicy Warszawa-Praga-Północ" src="http://www.piotrowicz.info/zdjecia/081230_urzedy/urzad_praga_polnoc.jpg" border="1" alt="Sala obsługi mieszkańców (c) Urząd Dzielnicy Warszawa-Praga-Północ" width="170" height="119" />Po roku i trzech miesiącach prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce zwijam swoją firmę i – jak to w branży konsultingowej bywa – przechodzę do firmy klienta. W ramach podsumowania wbrew chórowi nie zaśpiewam lamentu nad polską biurokracją, choć w pełni zgadzam się z <a title="Link do bloga WAS" href="http://warsztaty.org.salon24.pl/77049,index.html" target="_blank">referowanymi kiedyś przeze mnie wnioskami panelu o barierach polskiej przedsiębiorczości</a>. Moje doświadczenie z prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce jest następujące: urzędy pomagają, prywatny biznes przeszkadza.</p>
<p>Przez ten z górą rok zawsze bezproblemowo, kompetentnie i przyjaźnie obsługiwany byłem w <a title="link do strony Urzędu Dzielnicy Warszawa-Praga-Północ" href="http://www.praga-pn.waw.pl/" target="_blank">Urzędzie Dzielnicy</a>, a więc jednostce dokonującej wpisu do ewidencji działalności gospodarczej. Bezproblemowo, bo na wizytę w urzędzie umawiałem się mailowo na konkretną godzinę, byłem z nim w stałym kontakcie mailowym, telefonicznym i smsowym (tak, tak – urząd w razie potrzeby wysyłał do mnie smsy), niektóre formalności mogłem załatwić bez osobistej wizyty. Kompetentnie, bo udzielano mi wyczerpującej i precyzyjnej informacji, więc zawsze wiedziałem, jakie kolejne kroki powinienem podjąć (dotyczyło to zwłaszcza rozpoczynania i zawieszania działalności gospodarczej). Przyjaźnie, bo urzędniczki zawsze były uśmiechnięte, zapamiętywały mnie (choć w urzędzie w różnych sprawach – nie zawsze związanych z działalnością gospodarczą – byłem przez te piętnaście miesięcy raptem pięć razy), a w dodatku nie wymagały niezliczonej liczby dokumentów („Zapomniał pan wezwania? Nic nie szkodzi. Przecież widzę, że się pan stawił i ma pan dowód osobisty” – to słowa bynajmniej nie przedstawicielki firmy, z którą chcę podpisać umowę na lata, o czym za chwilę, ale urzędniczki).</p>
<p>Równie bezproblemowy i przyjazny był  praski Urząd Skarbowy, w którym jest kącik zabaw dla dzieci (nie korzystałem, ale wystawę prac maluchów pod tytułem „Na co idą nasze podatki” obejrzałem), za to nie ma kolejek. W Urzędzie Skarbowym wszystko załatwiałem od ręki i ani razu nie odszedłem stamtąd z kwitkiem. Zdarzyło mi się, że przyjęto ode mnie niekompletny zestaw dokumentów, brakujące zaświadczenie mogłem bez problemu dosłać pocztą. Nie muszę chyba wspominać, że wychwycony przez urzędniczkę błąd w zeznaniu PIT mogłem skorygować bez żadnych konsekwencji.</p>
<p>ZUS? Mam wiele zastrzeżeń do istoty jego działalności, ale jeśli chodzi o bieżącą działalność, to ani razu nie spóźnił się z przelaniem składek do drugiego filaru, a dwie wizyty, jakie miałem okazję złożyć w tym przybytku, zakończyłem w kwadrans – z pełnym sukcesem, ma się rozumieć.</p>
<p>Co zatem utrudniało moje życie przedsiębiorcy? Firmy, które miały mi moje życie ułatwiać. Tutaj pozwolę sobie nie ujawniać nazw, ale wskazać na pewną tendencję. Urzędniczki wyśmiały mnie, gdy przy rejestrowaniu firmy przebąkiwałem coś o pieczątce: „Po co panu pieczątka?!” – wołały. Szybko okazało się po co. Firma telekomunikacyjna, z którą chciałem podpisać dość dla niej zyskowną umowę na dwa lata wymagała ode mnie – oprócz dziesiątek papierków – pieczątki. Nie ma pieczątki? Nie ma umowy. W swojej piętnastomiesięcznej karierze przedsiębiorcy pieczątkę przybiłem ten jeden, jedyny raz – na umowie z firmą telekomunikacyjną. Inny przykład: chciałem zakupić usługę w wchodzącej na mocno konkurencyjny rynek firmie. Okazało się, że w tym przypadku barierą nie do przejścia był brak dokumentu potwierdzającego nadanie mi numeru NIP. Nie miało znaczenia, że numer ten nadano mi dobrą dekadę temu i posługują się nim wszystkie urzędy. Firma chciała poświadczenia nadania numeru NIP. Nie zyskała klienta. Trzeci, ostatni, najbardziej bolesny przykład: zaleganie z płatnościami za wykonane przeze mnie usługi. Nic więcej nie powiem, ale było i bolało.</p>
<p>Słowem: problemem polskiej gospodarki nie jest brak jednego okienka, nie są niekompetentni urzędnicy, nie jest nawet biurokracja – są nią mało elastyczni, nieufni i krótkowzroczni prywatni gracze rynkowi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piotrowicz.info/?feed=rss2&amp;p=191</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
